Art Residence bwa Bydgoszcz gallery 10.2017

Przekonane_Przekonani

Obraz

PRZEKONANE _ PRZEKONANI – rezydencja Katarzyny Dworaczyk
Wspólnie przyjrzyjmy się temu, z czego jesteśmy utkani, jakie niesiemy historie, przekazy, w jaki sposób wpływają one na nasze postrzeganie siebie, innych, życia, pracy, relacji, rodziny, inności, rozwoju…. Przyjrzyjmy się przekazom, które „dodają nam skrzydeł”, i tym, które sprawiają, że radość życia odpływa. Zobaczmy, jaka jest relacja między społecznym systemem, a naszymi indywidualnymi doświadczeniami. Rezydencja artystyczna Katarzyny Dworaczyk będzie oparta o doświadczenia autorki – jej własnego życia oraz pracy szkoleniowej i terapeutycznej. W części warsztatowej zbierze powiedzenia i historie, które pamiętają uczestnicy i odwiedzający galerię.

Katarzyna Dworaczyk to artystka wizualna, autorka filmów dokumentalnych oraz ilustrowanej książki pamiętania siebie Wszystko, co jest teraz, zaczęło się tam. W swojej twórczości korzysta z doświadczenia trenerki komunikacji. Interesuje ją temat przekonań oraz pamięci i procesy pamiętania, które budują naszą tożsamość. Podczas pobytu w Bydgoszczy będzie zbierać przekonania mieszkańców, by zarówno w trakcie osobistej podróży po mieście, jak i w trakcie bezpośrednich spotkań na warsztatach, stworzyć wspólnie „portret pamięciowy” Bydgoszczy i jej mieszkańców.
Fotografia powyżej oraz w module niżej - Wojciech Woźniak
Fotografie z wernisażu - bwa Bydgoszcz, Paulina Rubczak, Jacek Kargól
Filmy / grafiki - Katarzyna Dworaczyk


Obrazek
Obrazek
Obrazek

Tekst kuratorski do wystawy - rozmowa Danki Milewskiej z Katarzyną Dworaczyk.

Przyjechałam tu, żeby się ponownie przekonać, że świat jest wspaniałym miejscem. I naprawdę jest wzbogacające żyć z takim przekonaniem.

Danka Milewska:  Odkąd trafiłaś do Bydgoszczy na rezydencję w Galerii Miejskiej bwa stwarzasz swoją obecnością takie sytuacje, w których ludzie odtwarzają to, co już było. W swojej twórczości zajmujesz się m.in. procesami pamiętania. Co jest charakterystycznego w tym, jak ludzie pamiętają, tu w Bydgoszczy?
Katarzyna Dworaczyk: To, co ja dostaję, to jest ich dzieciństwo i opowieści babć i dziadków. I to jest nie tylko bydgoskie. Pytanie „co pamiętasz?” być może łączy się mostem z historią, a historia łączy się automatycznie z dawnymi czasami, choć ja nie robię takich rozróżnień, że to ma być z czasów wojny, czy z Bydgoszczy powojennej.  Z jakiegoś powodu ludzie zaczynają opowiadać historie dawniejsze, nie z wczoraj, nie sprzed roku. I takie są też opowieści na wystawie, z dzieciństwa i te przekazywane z pokolenia na pokolenia. 

- Może są to historie, które chcą jakiegoś przeobrażenia.

- Nie wiem. Może być coś takiego w nas, ze wydaje nam się, ze opowiadamy historie atrakcyjne, a to jest nasze osobiste kryterium. Widzę prawidłowość, że Im więcej opowiadamy, tym więcej sobie przypominamy. To tak działa.  A z drugiej strony łączy się to z moim założeniem, że wszystko, co jest teraz, zaczyna się tam. To dzieciństwo w moim przekonaniu ma największy wpływ na to, jakimi teraz jesteśmy ludźmi, co myślimy, co mówimy i co robimy. Być może dlatego umysł od razu podsuwa nam historie z tych czasów.

- Czy już teraz możesz powiedzieć – po miesięcznym pobycie w Bydgoszczy – jak Ty pamiętasz Bydgoszcz?

To, co tutaj usłyszałam, to były historie o relacjach, o pomocy, o wsparciu, o przyjaźni polsko-niemieckiej, o tym, jakie to było przenikające się miasto i ile ludzie o sobie wiedzieli. Dużo opowieści sąsiedzkich, a kto teraz wie, kto mieszka koło nas, jakie niesie historie. Myślę, że to też się pojawiło dlatego, że w pewnym sensie jest jakaś tęsknota za tą relacją, za tym wsparciem, poznaniem, wspólnotą. Mój obrazek-migawka, który wezmę ze sobą z Bydgoszczy to pani z latarką wieczorem na ulicy Cieszkowskiego. Jeszcze nie wiem, dlaczego, ale ten obraz mnie rozczulił i zrobił na mnie ogromne wrażenie. Była w tym jakaś dawność, może mam w sobie tęsknotę do tamtych czasów. Cały czas jest ze mną wspomnienie taksówkarza, który powiedział: pamiętam jak wyczesany na mokro biegłem rano do piekarni, bo tam taka czarnulka sprzedawała.

- Czy chcesz nas do czegoś przekonać?
- Nie, chcę tylko zainspirować do tego, żeby zobaczyć, z czego jesteśmy stworzeni. Ja zobaczyłam i wciąż odkrywam, z czego jestem stworzona, jakie modele życia, podejście do życia, do ludzi, do pracy, do działań, do dzieci, do mężczyzn, do kobiet dostałam, w co zostałam wyposażona. Wyrazem tego jest instalacja na foliach. Zebrane wspomnienia moje i mojej rodziny, które układają się w prawdy i powtarzalne schematy. Zachęcam, by stworzyć swoją „mitologię”. Na wystawie jest przestrzeń, by zapisać swoją historię, przysłowia, które niesiemy. Następnym krokiem jest wybranie do życia tego, co nam służy, co to życie wzbogaca i czyni szczęśliwymi nas i otoczenie. To, co przeżyliśmy, to nie jest wyrok na następną część życia. To od nas zależy, w co uwierzymy i jak będziemy żyć dalej. 
Do tego dochodzą przysłowia, porzekadła, określenia, w które jesteśmy ubierani, zanim jeszcze pojawiamy się na świecie. Rodząc się, od razu wchodzimy w przestrzeń znaczeń i tego, kim jesteśmy i co „powinniśmy” lub „nie powinniśmy” robić. Powiedzenia, prawdy, przekonania „przyklejają się” do nas i/lub sami je sobie „przyklejamy”. Na wystawie można przymierzyć bluzy z przekazami, które codziennie nam towarzyszą. Czy naprawdę chcemy ubierać siebie i innych w te przekazy? Może warto zrobić inwentaryzację tego, co mamy w szafie. Zostawić to, co pasuje do naszych czasów, co nam służy i jest oparte na szacunku i zaufaniu do drugiego człowieka i jego dobrych intencji.

- Jaka jest natura przekonań?
- Prawdy o świecie wyciągamy z tego, co nam się przytrafia i z tego, co mówi się w naszym otoczeniu. Potem może być ono wzmacniane i tworzy nasz rdzeń, bądź blaknie. To może być takie wydarzenie, że matka jedzie do miasta, żeby wyciągnąć wszystkie złote zęby, by je sprzedać i kupić jedzenie. Co ciekawe, osoba, która to opowiadała, prawdę o świecie wyciągnęła taką, że zawsze jest kreatywny sposób na to, żeby zdobyć pieniądze, a nie taką, że trzeba się poświęcić do granic możliwości, żeby utrzymać rodzinę, bo rodzina to trud i znój. Z jakiegoś powodu umysł tej małej dziewczynki wyciągnął prawdę/przekonanie, że zawsze jest sposób na kreatywne zdobywanie pieniędzy.

Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek

Katarzyna Dworaczyk o projekcie Przekonane_Przekonani
Przekonania to opinie, wierzenia, sądy na temat nas, innych, świata, pracy, religii… To nasz sposób myślenia i patrzenia na wszystko, co nas otacza i nas samych. Z tego jesteśmy zbudowani i tak widzimy. Przekonania mogą być świadome lub nieświadome. Przyjmujemy je za prawdziwe, bo takie mieliśmy doświadczenia, tak nam wpojono, tak nas nauczono lub przyjęliśmy to wraz ze społeczeństwem, zbiorowością, w której żyjemy.

W taki sposób tworzymy rzeczywistość.
Jeśli towarzyszą nam „prawdy” takie jak: „Życie to walka”, „Wszystko to psu na budę”, „Nikt 
w naszej rodzinie do niczego nie doszedł”, „Cierpienie uszlachetnia” - to w takim świecie żyjemy.

Jeśli słyszałyśmy w naszej rodzinie: „Z kobietami nie prowadzi się interesów”, „kobiety to histeryczki”, „miejsce kobiety jest w kuchni”, „potwór nie potwór, byle miał…”, „baba z wozu koniom lżej”, „kobiecie nie wypada”, „dwóch braci mądrych, a trzeci żonaty”, „będziesz dalej ryczeć, to się idziesz z dziewczynami bawić” - to w taki sposób postrzegamy kobiety.

Niedawno zobaczyłam w pociągu chłopca w koszulce z napisem „we are the future”. Jakie pierwsze przekonanie dotyczące dzieci nam się pojawia? „Ryby i dzieci głosu nie mają”, „będzie ci miał kto podcierać tyłek na starość”, „z rodziną najlepiej na zdjęciu”, „ucz się, bo będziesz chodniki zamiatać”, „nie wychylaj się”.

Wydaje się, że jesteśmy świadomi, wolni i wiemy co i dlaczego robimy, a to, co odziedziczyliśmy po dziadkach i babciach wcale nie „pracuje” w nas i otoczeniu. Jest inaczej, owszem jest zmiana 
i niektóre przekonania nie są już przekazywane, jednocześnie świadome przyjrzenie się temu, co niesiemy, pomoże nam zdecydować, co chcemy przekazać następnym pokoleniom, a czego warto się już pozbyć.

Szczególnie historia Polek i Polaków jest naznaczona historią i religią, która ma kolosalne znaczenie w tym, jak działamy jako społeczeństwo. Mówi się, że powiedzenia, przysłowia, są największą mądrością, ale też największym jarzmem narodu. Tak samo dla nas, mogą dodawać nam skrzydeł „wszystko się uda, wystarczy się tylko postarać”, „proście, a będzie Wam dane”, „jak nie drzwiami, to oknem”, „dobro wraca”, „oceny to nie wszystko”, „kto, jak nie ty”. 

Na jednym z warsztatów, pewien 50 letni mężczyzna opowiadał, jak jego ojciec zawsze, gdy on zastanawiał się, czy mu się uda, mówił „Są dwa uda, albo się uda, albo się nie uda. Jak się uda, będziemy się cieszyć, jak się nie uda, będziemy sprzątać” - niosło go to przez całe życie.

Mimo, że ulubionym powiedzeniem mojego ojca było „co wolno wojewodzie, to nie tobie smrodzie”, odziedziczyłam po nim również chęć próbowania wszystkiego, na co miałam ochotę. Pamiętam, ilekroć odwiedzał nas ktoś i przynosił instrument, ojciec go brał i zaczynał grać. Pytaliśmy z bratem „tato, a ty na wszystkim umiesz grać?”, na co on odpowiadał „nie wiem, bo jeszcze na wszystkim nie grałem” - pozwoliło mi to bez oporów czy wstydu próbować pływać na kite-surfingu, składać książki, filmy, uczyć się grać na 4 instrumentach i jechać w nieznane. Bo moje przekonanie jest takie, że „świat jest po to, by się nim cieszyć i z niego korzystać”.


Podsumowując, przekonania to fundament naszych myśli, działań, wyborów i życia.

No dobrze, ale jak to się zaczyna?
Kiedyś mi się wydawało, że od momentu urodzenia, to co mi się przydarza, zaczyna mnie kreować. Wszystkie zdarzenia, na przykład to, co robią rodzice, kiedy zbliżam się do krawędzi kocyka, czy zabierają z powrotem do bezpiecznego centrum, wzmacniając to bezpieczeństwo groźbami typu „tam brudno, tam robale, tam cię coś ugryzie”, czy dają komunikaty typu „idź eksploruj świat, dotykaj, żuj, zgniataj”. Moi zostawiali wolność do tego stopnia, że czasem zastanawiałam się, czy w ogóle się mną interesują. Tak więc ekspolorowałam świat, sprawdzałam, co się stanie, jak dotknę gorące żelazko, poliżę baterię, gdzie wypadną kuzyni, jak rozpędzimy się wózkami. Poczucie niasamowitości świata było wzmacniane przez biologiczne eksperymenty babci. Pamiętam też takie uczucie, że trochę chciałam, żeby klocki z wózka wysypały się na tory pod skmkę. A potem zagrały katolickie nuty wprowadzane przez babcię. Mama była zdziwiona, że tyle kościoła w moich wspomnieniach, bo przecież oni do kościoła nie chodzili. Ze zdziwieniem odkryłam, że nie tylko ja miałam strach dotyczący powołania.
A potem przypomniałam sobie kryjówki, szukanie i organizowanie ich zajmowało mnie ilekroć gdzieś się wprowadzałam. I miałam przeczucie, że to nie jest „moje”, że to organizowanie planów ucieczki, jest na wyrost w latach 90tych. I zaczęłam sobie przypominać, co o swoim życiu opowiadały babcie - i zobaczyłam wielki tego wpływ na swoje patrzenie na świat. O zejściu do schronu, o drzewie, jak się rozwieść gdy babcia mówi - jeden mąż, jeden papież, jedna partia? Koleżanka ostatnio mi opowiadała, że jak powiedziała swojej babci, że jest nieszczęśliwa w małżeństwie to usłyszała „w dobrych czasach żyjesz, skoro zastanawiasz się nad szczęśliwością”.


Wracając do moich dróg ucieczek - przechowuję historię, jak babcia mówiła, że zanim zeszły do schronu, jej siostra kazała się czesać w warkocze i zabierała książkę. Jak broniła drzewa przed żołnierzami, jak powtarzała „Jeden mąż….”

Wielokrotnie robiąc wywiady na temat wojny obserwowałam wielką różnicę w tym, jak mężczyźni i kobiety opisywali wojnę, od dziadków słyszeli jak jednym kopnięciem miażdżyli czaszki Niemieckich żołnierzy, jak za dzieciaka znajdowali niewypały i broń. Kobiety mówiły o ubraniach i jedzeniu. O tym, co było, jak biegało się do ogrodu zoologicznego, bo tam robiły ogródki. Że matka powtarzała, jak jest kapusta, słonina i mąka to wszystko przeżyjemy. Jedna babcia pamięta, jak marzyła o tym, że jak skończy się wojna, to kupi sobie cały bochenek chleba, druga pamiętała, jak chodziły oglądać wystawę piekarni. W zeszłym roku byłam z babcią w restauracji na rodzinnych urodzinach, nie mogła już zjeść ciasta, mówię, „to nie jedz”, babcia - ja nie mogę wyrzucić, ja okupację przeżyłam. Zabrałam jej talerz.

Pamiętam też jak odkryliśmy z bratem, że babcia ma filiżankę ze swastyką i uznaliśmy to za zdradę całego narodu.


No i jeszcze cała historia pradziadka Piotra. To były tak niesamowite historie, że mój dziecięcy umysł nadrabiał wyobraźnią.
Katastrofy.
Potem zaczęłam dostrzegać, łapać powtarzalność tych historii. Na przykład z ubieraniem się. I zaczęłam dostrzegać kontekst społeczny, że to jest unużane w społecznym myśleniu, przekonaniach, historiach, że to nie tak, że ludzie sobie wymyślili, że „dzieci i ryby”, „chłopcy się nie boją, a dziewczynki nie złoszczą”. Że mamy wspólną historię i fundamenty. Że nie wiadomo, jak się bawić, lalkami - chłopakami, że nie tylko ja chciałam, żeby Michael Pread był moim mężem. Że chodzenie do kościoła i wybory dotyczą wszystkich, że trzeba pokręcić noskiem przed chłopakiem. Że kobiety mają niebezpieczne zachowania, które teoretycznie wpływają na piękny wygląd. Zresztą to jest szeroka sprawa, kto się komu i dlaczego podoba. Motyw rycerza nieznającego strachu i niechodzącego do lekarza u mężczyzn dalej działa. Płacą cenę życia 10 lat krócej przez to, że myślą, że kobiety myślą, że oni myślą, że wtedy będą się podobali.


Według mnie „prawdy” na temat świata, historii, ludzi, miłości objawiają się wszędzie. Zobaczmy, jakie są w przekazach ludowych - to jest moje hobby - kolekcjonowanie śpiewnych ludowych mądrości.

Podsumowując cała historia, geny, powiedzenia etc na nas się składa. I nie jesteśmy jak cebula ze Shreka, tzn przynajmniej z mojego doświadczenia. Jesteśmy jak mandarynki, albo czosnek. Historie i powyciągane z nich prawdy żyją w nas, jesteśmy multi, bez jednego rdzenia. Dodatkowo, o czym mówić Jacques Lacan - język nami mówi - odziedziczyliśmy schematy językowe, powiedzenia, nauczyliśmy się mówić od rodziców, opiekunów środowiska, jeśli słyszeliśmy „na wszystko, trzeba sobie zasłużyć” to to powtarzamy. Albo „co te spodnie tu robią”, lub moje ulubione „a wy jeszcze nie w łóżkach?”.

A potem przyszedł Lem, on wielu próbom poddawał swoich bohaterów, ciął im mózgi, zamieniał na elektryczne serca, mieszał ciała od żywych, trupów etc. Jedyny bohater, który zupełnie nie podniósł się do swojej tożsamości to był ten, który ocknął się bez pamięci. Kompletnie nie wiedział co/kim/kiedy/dlaczego.

A na koniec zawitała Miki Kashtan, która powiedziała, że każde wydarzenie/zachowanie skupia jak w soczewce obraz społeczeństwa. Często społeczeństwo ma takie zachowania, które nie tylko nie wspierają, ale po prostu niszczą indywidualność. Wyjście, transformacja tych zachowań, jest nazywana przez nią małymi cudami.

Pierwszym krokiem, do zobaczenia, co, dlaczego i po co robimy, jest przypomnienie sobie tych wszystkich powtarzanych prawd, a więc do dzieła!